SUP w górach – Orawą do Wagu

Orava – tu też pływają flisacy

Na południe od Małej Fatry rzeka Orava łączy się z Wagiem. Obie meandrują między wysokimi górami i od dawna kusiło mnie by nimi spłynąć. Ciekawe też jest, że na wielu kilometrach rzeki te są naturalne, to znaczy nie ma na nich jazów, spiętrzeń i tak dalej. Słowacja dzika jak zwykle, tym razem z poziomu wody. Trzeba jednak przyznać, że spływy po tej rzece nie są czymś zupełnie nowym – odcinek do Dolnego Kubina, z majestatycznym Oravskim Hradem jest miejscem popularnych spływów na tratwach.

Sierpniowe warunki zwykle są mniej optymalne niż wiosenne czy z początku lata, bo rzeki niosą już mało wody (choć akurat poziom Oravy regulowany jest przez zaporę na zbiorniku Orawskim powyżej), dlatego spodziewamy się wielu płytkich fragmentów.


Dolny Kubin – Parnica (ujście Zazrivki)

Pierwszy fragment naszej trasy z Dolnego Kubina do Parnicy prowadzi przez odsłonięty i pagórkowaty rejon. Tu znajdują się 2 najtrudniejsze przeszkody. Jedną z nich jest spiętrzenie/kamienie po prawej lub tor kajakarstwa górskiego po lewej. Wędkarze polecili lewą stronę (ciekawe jakie mieli intencje…). Sam początek toru był w porządku, w dalszej części zaś umyślnie wrzucone do wody kawałki betonu były dla nas zbyt niebezpieczne do manewrowania.

Drugi trudny fragment koło Istebne zaznaczony jest na wiszącym mostem tuż przez kataraktami (sztucznymi czy naturalnymi?). Dopływa się blisko do nich po prawej stronie, a następnie ścieżką przez krzaki przenosi około 100 metrów. Sęk w tym, że za przenoską jest jeszcze jedna kaskada, której pokonanie przy tym poziomie wody może być wyzwaniem. Albo przygodą 🙂

Następne kilometry odsłaniają nam coraz wyższe góry, ponad rzeką ukazuje się Stoh (1607m), Osnica (1361), Magura (1260m).

Zazrivka dochodzi z prawej jako krystalicznie czysty potok. Obok nas zaczynają się świerki.


Między Fatrą a Šípem (1169m) do Wagu

W rzece jest już więcej wody, mijamy piękny wiszący most i docieramy do największej wyspy w tej części Oravy. Wybieramy prawą odnogę, po opłynięciu wyspy trafiamy na śliczny skalisty przełom, a potem czeka nas ostry zakręt rzeki na południe. Rzeka tutaj miewa wystające kamienie, a świecące prosto w oczy słońce utrudnia ich wykrycie. Warto jednak się odwrócić – za nami majestatycznie piętrzy się Wielki Rozsutec (1610m). Przed nami dwa mosty kolejowy i drogowy, co oznacza, że zaraz Wag dołączy po lewej. Paradoksalnie Orava niesie więcej wody, co ma wynikać z większej powierzchni zlewiska oraz rzekomo większych opadów w rejonie. Wag był dużo bardziej przejrzysty, a dno miał upstrzone czerwonawymi kamieniami.


Wagiem do zbiornika Krpel’any, czyli prosto na pociąg

Wahamy się czy zdążymy na pociąg, który ma nas zawieźć na miejsce startowe. Będzie „na styk”. Decydujemy się jednak spróbować, a próbę utrudniają nam 2 czynniki – wiatr dujący doliną w twarz i rzeka która praktycznie się zatrzymuje za Kralovanami i przechodzi w zbiornik wodny. Ruch samochodowy jest jeszcze bardziej uciążliwy – słowacy niestety poprowadzili wzdłuż pięknych rzek drogi i niestety tam, którędy płyniemy z obu stron gór dociera autostrada, a następnie cały ruch jest przekierowany wzdłuż rzeki. No cóż, na autostradę Zilina – Poprad słowacy czekają lata…

Ostatni meander, gdzie zawracamy niemal o 160 stopni ukazuje nam piękny szczyt Chleb (1646 m), a ostatni kilometr pod wiatr pokonujemy na czas. Z powodzeniem bo na nasyp kolejowy i peron wychodzimy prosto z wody!!! i mamy do odjazdu 15 minut.

Powrót koleją jest tani – tutaj odmiana od Europy Zachodniej, ma długawą przesiadkę w Kral’ovanach, ale można odpocząć w oldschoolowym barze. Odcinkiem do Dolnego Kubina jedzie dwuwagonowa elektriczka, tak jak do Bańskiej Szczawnicy lata temu.

Cytat z Wikipedii o Kralovanach „Była wsią flisaków, a od czasu wybudowania Kolei Koszycko-Bogumińskiej z późniejszym odgałęzieniem w kierunku Dolnego Kubína – również miejscowością kolejarzy. ” A wszystko to w jednej wycieczce…


Możliwość komentowania została wyłączona.