Derenk. Polska wieś na węgierskim wapieniu.5 min read

Na dobrą sprawę nie wiem od czego zacząć  – tyle wątków splata się nagle w jednym miejscu. Pięknym miejscu. Najłatwiej będzie od początku…

Derenk, polish abandoned village in Hungary

Polscy osadnicy

Średniowieczna wioska Derenk nosi swoją słowiańską nazwę od nazwy leśnego krzewu – Derenia jadalnego, którego żółte kwiaty są (na równi z przebiśniegami) pierwszymi zwiastunami wiosny, a czerwone, słodkie owoce z kolei zwiastują jesień.  Wioska jest bezpośrednio związana z zamkem Szadvar jako posiadłość królewska. Jej dzieje bez większych zawirowań toczą się do XVIII wieku – panująca w całym kraju epidemia cholery dziesiątkuje, a w zasadzie niszczy całą populację małej wioski Derenk, bo ocaleńcy uciekają. Później, w latach, gdy spisy ludności określały wieś jako niezamieszkałą, ród Esterházych organizuje akcję osadniczą – wapienny płaskowyż jest przecież urodzajny, a okolica przyjazna. Znajdują się chętni – pochodzą oni z oddalonego o prawie 200 km na północ, górskiego obszaru u stóp Tatr. Pochodzą z trzech wiosek – Bukowiny Tatrzańskiej, Białki Tatrzańskiej i Czarnej Góry. Osada staje się polską wioską. Dziś powiemy, że język jakiego używali był archaiczny. Nasi górale całkiem dobrze radzą sobie w okolicy – wioska rozrasta się do granic możliwości i wypełnia całą płytką wapienną kotlinę na płaskowyżu. Niestety ten stan nie trwa wiecznie – wraz z rozpoczęciem II Wojny Światowej pojawiają się interesy sprzeczne z interesami mieszkańców wioski. Regent Miklos Horthy postanawia na tym pięknym  wapiennym płaskowyżu z licznymi dolinami, jaskiniami, strumieniami urządzić obszar realizacji myśliwskich pasji. Ostateczny cios dla miejscowości pada w 1943 roku, kiedy podjęto decyzję o całkowitym wysiedleniu terenu. Jeden tylko mieszkaniec sprzeciwia się przesiedleniu i zostaję do końca swoich dni w miejscowości. Wszystkie budynki zostaną wyburzone lub przeniesione za wyjątkiem budynku szkoły i kaplicy. Przeniesienie oznaczać miało lepsze warunki życia, lecz było też rozbiciem niezwykle spójnej wspólnoty. Oto historia polskiego Derenku w telegraficznej  postaci.

Fascynujący język

Brak asymilacji z Węgrami czy Słowakami, który wynikał z pewnością również z powodu geograficznej izolacji płaskowyżu sprawił, że w wiosce mówiono po Polsku. Brak kontaktu z innymi Polakami sprawił zaś, że gwara z Derenku jest żywym przykładem mowy polskiej z XVIII wieku, przynajmniej w postaci niektórych zwrotów. Polecam TEN film, jeden spośród kilku prezentujących derenecką gwarę, a wszystkich pragnących poznać dogłębnie szczegóły do dostępnej na YT konferencji.

 

Wiek dwudziesty

Kilkadziesiąt lat później byli mieszkańcy oraz Polonia Węgierska postanowili ożywić to jakże bliskie Polakom miejsce. Pojawiają się tablice informacyjne przy każdym ze zburzonych domów, cmentarz jest uporządkowany, a wokół kaplicy łopoczą biało-czerwone flagi. Wyremontowany budynek szkoły bez drzwi i okien staje się otwartym muzeum miejscowości. Z jednej strony to dobrze, że wysiedlenie miejscowości nie miało tak tragicznego i dramatycznego tła jak w wielu innych miejscach Europy i w wielu innych momentach historii Polski. Z drugiej jednak jak refren powtarza się historia partykularnego interesu, który tak bardzo wpłynął na wiele losów ludzkich. Ów myśliwy już dawno leży pogrzebany w ziemi, a z jego zwierzyńca „zrobili” park narodowy!

Do wioski trafiliśmy w kwietniowe popołudnie.  Nie było tam absolutnie nikogo, tylko biało czerwone tablice wzdłuż głównej drogi i wystające spod gruntu fundamenty domów. Uświadamiały nam, jak spora była miejscowość. Zobaczyliśmy cmentarz, szkołę, muzeum oraz miejsce gdzie od kilku lat odprawiane są odpusty z udziałem polskiej Polonii. Okolica była niezwykle malownicza bo właśnie w kwietniu cały płaskowyż budzi się do życia z kolorowymi kwiatami i świeżymi jasnozielonymi liśćmi. Natura znów wzięła górę, a najlepszym tego przykładem była wielka sowa przelatująca jeszcze „za jasnego” niedaleko naszych głów. W Derenk poczujemy się jak w dolnośląskiej Miedziance czy w Beskidzie Niskim. Żeby było ciekawiej, kilka lat temu biwakowaliśmy na skraju płaskowyżu, nie mając zupełnie pojęcia, że byliśmy tak blisko historii.

Zamek Szádvár

XIII wieczny zamek ma doskonałą lokalizację ponad wsią Szögliget a zarazem na brzegu płaskowyżu krasowego. Ruiny najbardziej działają na wyobraźnię jesienią i wiosną, gdy na krzewach nie ma wiele liści. Trasa to ponad sto metrów wspinaczki w pionie, jednak widoki wynagradzają wysiłek. Przy odrobinie planowania zamek i spacer po lesie można połączyć z wędrówką do Derenk. Całość zajmie około 3,5 godziny.

Lasy okolic Szögliget

Mieszkańcy Derenk mieli naprawdę wspaniałe okolice. Krasowy płaskowyż jest po prostu śliczny, a miłośnikom eksploracji jaskiń do dziś oferuje spore możliwości do odkrycia kolejnych metrów podziemi. Cały obszar należy do dobrze znanego poza granicami kraju Parku Narodowego Aggtelek słynącego z pięknych jaskiń. A te jaskinie, które nie mają kilometrów długości możemy zwiedzić sami, pod warunkiem, że znajdziemy ich otwory w labiryncie mchów i kamieni. Polecam GPS 🙂