Nowa Zelandia: też o niej marzysz? Przemyślenia po wakacjach.7 min read

Mity?

Na początek zaprezentuję parę teorii z którymi spotkałem się zanim poleciałem do Nowej Zelandii – teorii wydaje się dosyć popularnych. Rozprawię się z nimi jak należy.
1. Nowa Zelandia jest niezwykła, niezwykle piękna.
2. Wspaniały kraj dla podróżujących z plecakiem.
3. Wędrujesz z plecakiem a na koniec dnia rozbijasz namiot na soczystozielonej łące – przecież można.
4. Wyspa Południowa to prawdziwa NZ – zignoruj (jeśli nie powiedzieć gorzej) Wyspę Północną
5. Autostop to świetny pomysł.

A teraz co mogę powiedzieć po 10 dniach na wyspie północnej? Po 2530 kilometrach przejechanych samochodem, dwóch dniach autostopowania? Śpiąc nielegalnie i legalnie…

1. Nowa Zelandia jest niezwykle piękna

– ale to co widzisz na 10 zdjęciach artykułu z Gazety, Interii czy Fly4free to najpiękniejsze miejsca z ciągle tej samej listy – Milford Sound, Fox Glacier, Mt Cook oraz koniecznie zdjecie mglistego lasu z wielkimi paprociami i mchami oraz wodospad. A teraz wyobraź sobie, że oglądasz 10 zdjęć z kraju dwóch wysp, z których ta „krótsza” ma z góry na dół 1068 kilometrów. Do czego zmierzam – wyspy są śliczne ale to nie prawda, że każdy zakątek jest zaczarowany – warto też pamiętać, że to dosyć podobny klimat do Europy, zatem część krajobrazów jest podobna.

Jednak z tym, że jest pięknie, nie zamierzam dyskutować!

2. Wspaniały kraj dla podróżujących z plecakiem.

Dla Polaka podróżującego z plecakiem nie. Bo dla nas podróżowanie z plecakiem to duży garb na plecach, konserwy, namiot, wolność. Słowo BACKPACKER w NZ oznacza chyba jednego z tych młodych, których widziałem w iSITE wiele razy – to osoba mająca 3 plecaki i walizkę lub torbę na laptopa, podróżująca pomiędzy miastami i centrami informacyjnymi i śpiąca w hostelach sieci Backpackers, która stwarza wrażenie, że właśnie tak powinno być.

3. Rozbijasz namiot na soczystozielonej łące – przecież można.

Nie rozbijasz namiotu ponieważ to już nie ten sam kraj. Freedom camping kurczy się w zastraszającym tempie. Kiedyś można było spać w dowolnym miejscu niebędącym terenem prywatnym, teraz ograniczeń jest coraz więcej. Zwykle nie są terenem prywatnym parki narodowe i rezerwaty, ale tam do kanonu obrazków zakazu i nakazu należy przekreślony namiot. Co z tego? Dodać należy, że równie często przypominane są kary za nielegalne spanie na dziko, bądź spanie w sposób niezgodny z określonymi zasadami – kara 200$ (ok 600 zł). I jeszcze ta ulotka o freedom camping, z której ostatecznie nic nie wynika… Natomiast ziarno niepokoju jest zasiane i lepiej nie spać w namiocie na dziko, niż pożegnać się z tygodniowym budżetem.
Trzeba też dodać, że słowo camping zaczyna w NZ oznaczać spanie w kamperze, zdecydowanie w pierwszym znaczeniu nie jest to spanie w namiocie. Czyli dzisiaj freedom camping oznacza raczej spanie w ściśle określonych miejscach na asfaltowym parkingu dostępne jedynie dla pojazdów z niebieską naklejką ‚self contained’ co oznacza posiadanie własnego węzła sanitarnego.  I nie liczcie że przyjedziecie na taki parking przy ładnym miejscu dajmy na to o 19 i znajdziecie miejsce. Smutny jest też fakt, że coraz więcej miejsc z publiczną toaletą jest niedostępnych dla śpiących w kamperze który nie ma własnego węzła sanitarnego. Cóż, że obok jest toaleta. Nie i już!

Co prawda miejsc na rozbicie namiotu legalnie jest niewiele, ale można bez trudu zaplanować trasę od jednego do drugiego.

4. Wyspa Południowa to prawdziwa NZ – zignoruj (jeśli nie powiedzieć gorzej) Wyspę Północną

Akurat tak się złożyło, że 10 dni w NZ na przełomie zimy i wiosny to nienajlepszy czas na zwiedzanie Wyspy Południowej przy naszych preferencjach – przebywaniu na świeżym powietrzu i spaniu w namiocie. Postanowiliśmy zostać na cieplejszej północy. Gdy podzieliliśmy się naszym pomysłem z ludźmi żyjącymi w NZ bądź turystami słyszeliśmy zawsze to samo – Wyspa Południowa jest lepsza. W końcu zaczęliśmy to ignorować – dziwnym trafem południe nie słynie z świecących na niebiesko sklepień jaskiń czy gejzerów, a podobno na stołecznej wyspie nie ma co robić. Nie myliliśmy się – północ nam się spodobała. Co prawda żaden z 10 dni nie mógł poszczycić się kompletnym brakiem deszczu, ale to już kwestia pory roku. Muszę jednak dodać, że to co wyobrażałem sobie o NZ było nieco inne. Co z tego, skoro cały czas było ciekawie?
Aktywnie zwiedzając i mając dobrą pogodę można spokojnie spędzić na półocy 2-3 tygodnie.
O północy i tym co nas zainteresowało napiszę osobny artykuł.

Tego naprawdę nie ma na South Island!

5. Autostop to świetny pomysł.

Autostop działa bardzo dobrze, może nie szybko, ale skutecznie. Natomiast jest bezużyteczny dla zwiedzania miejsc poza głównymi szlakami, czyli de facto większością kraju. Co ciekawe w większości przypadków zabierali nas Maorysi, co było bardzo ciekawe, zwłaszcza, że jeszcze parę dni temu byliśmy wśród rdzennych Polinezyjczyków. Poza tym ich punkt patrzenia na NZ jest inny. Każdemu kto chce zobaczyć dużo polecę jednak wypożyczenie samochodu i ubezpieczenie go. Po prostu wlicz w dzienny budżet poniżej 80zł/liczba osób, a dostaniesz niezwykłe narzędzie do podróżowania i spania. Plus benzyna.

Machina turystyczna.

W NZ po raz pierwszy spotkałem się z niesamowitym zjawiskiem robienia z podziwiania przyrody tak zwanego package tourism’u, czyli turystyki pakietów wycieczkowych.
Wyobraź sobie zwiedzanie Budapesztu na zorganizowanej wycieczce. Teraz przenieś to w leśną scenerię. Najpierw zwiedzanie geotermalnego parku plus tradycyjne przywitanie w wiosce maoryskiej plus wieczorne występy. Następnego dnia lot helikopterem na wulkan i spacer wokoło krateru. Na wieczór skok na bungee. Kolejny dzień to trekking po trasie na którą musisz wykupić bilet. Wieczorem śpisz w chacie, gdzie nocleg należy wykupić z wyprzedzeniem, a następnego dnia na parking wracasz motorówką wzdłuż jeziora. Na koniec trafiasz do iSITE, gdzie profesjonalny personel z łatwością nakieruje Cię na dalsze zwiedzanie – to fachowcy, zresztą każdy podąża tą czy podobną trasą. A my chcemy inaczej!

Czy patrząc na ten znak czujesz się jak nastolatek trzymany za rękę przez rodziców czy tylko ja tak alergicznie reaguję?

Grunty prywatne i biznesy

W bay of islands za 10$ możesz zaparkować u mieszkańca na podjeździe a parking przy Hot Water Beach jest płatny. Coraz więcej też różnych płatnych miejsc kampingowych, coraz mniej dzikich. Schodząc z wulkanu musisz podążać inną trasą niż dotychczas, bo stara prowadziła zbyt blisko gorących źródeł – aktualnie terenu prywatnego. Mount Tarawera, wspaniały wulkan ze szczelinowym kraterem jest w zasięgu większości piechurów, gdyby nie fakt, że od paru lat można tam wchodzić wyłącznie z przewodnikiem – inaczej jest to nielegalne. Wejście na 1100 metrową łatwą górę kosztuje 450 złotych.

Czy są pozytywne zjawiska?

Oczywiście! Mnóstwo ciepłych źródeł jest darmowych, w Taupo nawet w parku miejskim. Na wyspie północnej jest wciąż ponad 100 miejsc, gdzie można rozbić namiot bądź legalnie przespać się w samochodzie bez niebieskiej naklejki. Gejzery są piękne, a wulkany imponujące. I są jaskinie gdzie można dwie minuty naświetlać matrycę niebieskim światłem larw, bez poganiania.
Baranki na zielonych pastwiskach wciąż zachwycają. Poznajcie Nową Zelandię, poznajcie to co najlepsze!

Nadal można samodzielnie zwiedzać część jaskiń z świecącymi robakami – glowworms!

Inne przygody