Vanuatu – moje przemyślenia i informacje praktyczne

Oto przydatne źródła do zaplanowania Waszej podróży na Vanuatu

W papierze:

 

MOON


 

Lektura obowiązkowa. Najlepszym przewodnikiem po  Vanuatu był, jest i będzie bezsprzecznie Moon „South Pacific”. Oczywiście nie wznawiany, bez aktualnych cen ale bogaty w anegdoty i leżący po drugiej stronie skali niż kolorowe broszury. Służę zdjęciami części książki. Aż czasem żal bierze, że nie można wrócić do czasów, w których autor podróżował po wyspach.

Janusz Wolniewicz


 

Nie potrafię zrozumieć, dlaczego nie słyszałem wcześniej o tym podróżniku i autorze. W największym skrócie – człowiek, który przemierzył niezliczone kilometry wód południowego Pacyfiku. O Pacyfiku traktują książki: „Vanuatu. Czarny archipelag”, „Wyspy szmaragdowego Pacyfiku”, „Ludzie i atole”.

Lonely Planet


 

Drugie miejsce zajmują przewodniki Lonely Planet. Chwytem marketingowym jest dzielenie Południowego Pacyfiku na kilka rejonów, tak np. przewodnik New Caledonia & Vanuatu w całości mieści się w South Pacific. Sam sprawdziłem. Aktualne, ciekawe, bogate w informacje, ale  czasami chciałoby się poczytać więcej. Całkiem niewiele informacji jeśli chodzi o podróżowanie na własną rękę

 

W sieci po polsku:

 

thefamilywithoutborders.com


 

Ostatnio najwięcej o Vanuatu wydaje się, że napisała Anna, autorka strony thefamilywithoutborders.com. Sporo dobrych zdjęć i ciekawe opowieści.

www.kontynenty.net/4rtw.htm


 

Tradycyjnie opisy Wojciecha Dąbrowskiego, czyli człowieka, który był WSZĘDZIE

kozok.eu


 

Kozok.eu – sława podróżnicza i jej ciekawe historie na Epi i Tannie. Najwięcej skorzystają ze strony piechurzy z plecakiem.

W sieci po angielsku:

 

www.lonelyplanet.com


 

Forum Lonely Planet – Thorntree.

positiveearth.org


 

Positiveearth.org to klucz do Vanuatu – rzetelne informacje dla podróżników. Strona wydaje się być źródłem wiedzy dla przewodników Lonely Planet. Lektura obowiązkowa.

 

Mapy

 

National Library of Australia / Library of California


 

Bardzo dobre mapy topograficzne można ściągnąć z otwartych zasobów jednej z australijskich bibliotek. Skala jednak jest zbyt duża i większość map bardziej nadaje się jako pamiątka na ścianie niż jako narzędzie do ręki. Jednak mapy stanowią ciekawą ilustrację historii nazewnictwa poszczególnych map.

MAPS.ME


 

Jeśli chodzi o mapy wektorowe to bezapelacyjnie najlepsze są mapy Maps.me, które zaprowadziły nas w niejedno wspaniałe miejsce  świata. Mapy google również są przydatne, zwłaszcza te satelitarne, pomogą znaleźć nam plaże, rafy i tak dalej.

Mapy papierowe


 

Przestrzegam przed kupowaniem zagranicznych papierowych map. Niewiele nam pomogą. Inną jakość stanowią narodowe mapy Vanuatu, do zakupienia w Port Villa. My widzieliśmy jeden egzemplarz takiej mapy na Ambae. Doskonałe odwzorowanie terenu – jednakże mało szlaków…

 

Moje artykuły o Vanuatu znajdziecie w pasku u góry strony, w zakładce Oceania.

Oto ich lista:


Część artykułów ze strony zginęła w wyniku majowej awarii serwera, być może uda mi się je odzyskać.

 

Vanuatu – dlaczego właśnie tam?

To było coś w rodzaju miłości od pierwszego wejrzenia, gdy dowiedziałem się o tym że Vanuatu jest zupełnie odmienne od innych wysp Pacyfiku i że znajduje się tam czynny wulkan. Już wiedziałem, że nie możemy pominąć tego kraju na naszej trasie. Każda dalsza lektura utwierdzała nas w tym przekonaniu. Niezwykłe obyczaje Vanuatańczyków, mała popularność kraju wśród turystów oraz… trawiaste lotniska sprawiły, że jeszcze bardziej chcieliśmy tam trafić. Vanuatu stało się główną osią podróży po Oceanii.

Vanuatu – co sądzę o tym archipelagu? Luźne notatki o podróżowaniu.

Pierwszą rzeczą o której należy wspomnieć mówiąc o Vanuatu są tamtejsi mieszkańcy. Powiem tylko tyle, że wszelkie opowieści o ich dobrym charakterze, gościnności i pogodzie ducha nie są przesadzone i tak wygląda ten kraj w rzeczywistości. Rośli czarnoskórzy mężczyźni z czarnymi kręconymi włosami i groźnymi minami wydają się takimi do momentu gdy otworzą usta i uśmiechną się lub wdadzą się w pogawędkę. Charakterystyczna jest też ich chęć do pomocy i bezinteresowność. Czarną owcą spośród wysp Vanuatu wydaje się być Tanna, gdzie mieszkańcy zaczynają powoli traktować przyjezdnych jako źródło pieniędzy. Mam na myśli zwłaszcza wstęp na wulkan Yasur, który aktualnie kosztuje już ponad 300 zł i co roku ta cena rośnie do góry.

Vanuatu nie jest krajem dla rowerzystów ani też dla miłośników motoryzacji. Dróg na wyspie zwykle jest niewiele, nie są one wysokiej jakości i na dobrą sprawę asfalt istnieje na wyspie Efate oraz Porto Santo. Głównymi arteriami komunikacyjnymi są szlaki morskie oraz uzupełniające je trasy lotnicze, które pokonują niewielkie samolociki z Twin Otterem na czele.

Umiarkowane dystanse na wyspach można pokonywać pick-upami, pieszo albo autostopem, który zwykle jest za darmo. Organizacja transportu z kolei bywa dosyć kosztowna, tak więc naprawdę warto wyruszyć w drogę pieszo i łapać stopa niż tracić czas na organizację transportu za który potem będzie trzeba słono zapłacić. Miejscowi mają bowiem inne poczucie wartości pieniądza i wielu z nich nie korzysta często z waluty. Transport pomiędzy wyspami zasługuje na osobny artykuł, który aktualnie tworzę. W tym miejscu wspomnę jedynie o tym, że bezpieczną podróżniczą miarą czasu jest spędzenie jednego tygodnia na każdej odwiedzanej wyspie  – w ten sposób będziemy mieli mnóstwo możliwości opuszczenia wyspy zarówno drogą lotniczą jaki morską i zapoznamy się z ludnością.

Na Vanuatu jest bezpiecznie i to bezdyskusyjnie! Często spierałem się z Agnieszką na temat zostawiania rzeczy w środku namiotu, bo jednak zdrowy rozsądek nakazywał w jakiś sposób je zabezpieczyć, ale doświadczenia innych podróżników rzeczywiście były prawdziwe – nikt nie ruszał naszej własności. Na wyspach czuliśmy się bezpiecznie jak nigdy i szczerze powiedziawszy jeśli mielibyśmy kiedyś uciekać przed przed prawem to tylko na Vanuatu! 🙂 Wystarczy wsiąść w jeden z nierejestrowanych statków przewożących kokosy i zniknąć z radaru.

Oczywiście należy wtedy pamiętać o jednym aspekcie, mianowicie nie korzystać z internetu. To może być trudne, na Vanuatu bowiem karta SIM z dostępem do Internetu, darmową Wikipedią kosztuje tyle samo co jeden nocleg w namiocie albo jeden obiad, a zasięg obejmuje również mniejsze wyspy! Truizmem byłoby teraz stwierdzenie, że Vanuatu jest krajem kontrastów…

Dla podróżnika wizyta w Vanuatu będzie przeżyciem zupełnie innego rodzaju niż podróżowanie po Azji czy po Ameryce – tutaj architektura praktycznie nie istnieje, za to wszędzie jest przyroda i ludzie. Pierwsze skrzypce grają historie, obyczaje oraz piękne otoczenie – zielone góry i rafa koralowa.

 

Jak tam się dostać?

Dostanie się na Vanuatu w praktyce oznacza przylot na lotnisko w Port Vila lub na wyspę Santo. Niegdysiejsze rejsy z Nowej Kaledonii zostały aktualnie zawieszone.

Lot RT z Australii bądź Nowej Zelandii można już kupić w cenie 1000 zł.
Bilet w jedną stronę z Nowej Kaledonii to około 700 złotych, a z Fidżi około 450.

Czasami zdarzają się okazje na loty z Europy, głównie z Londynu, w cenie wynoszącej około 3500 złotych. Loty zwykle obsługiwane są przez Quantas/Virgin/Singapore Airlines a terminy lotów i przypadają zwykle na zimę, czyli niekorzystne dla zwiedzających okres cyklonów. Warto przeszukać archiwum fly4free.

Noclegi

Przed trafieniem na Vanuatu noclegi były naszym największym zmartwieniem. W podróży zwykle staraliśmy się nocować jak najtaniej, co w praktyce przekłada się na dzikie biwaki. Co zrobić jednak gdy teren całego kraju jest własnością prywatną i właśnie ziemia jest najwyższą wartością? W takiej sytuacji biwakowanie gdziekolwiek może stać się źródłem problemów, zwłaszcza w tak tradycyjnej społeczności jaką jest Vanuatu. Rzeczywistość jednak była nieco odmienna i choć nie spaliśmy na dziko ani razu (poza jednym biwakiem w górach) to namiot w podróży był niezbędny!

Jeśliby policzyć nasze noclegi to to wiele z nich spędziliśmy na pokładzie statków, a lwią część pozostałych spędziliśmy właśnie w namiocie. Często u napotkanych po drodze ludzi, a tylko raz spaliśmy w czymś w rodzaju guesthouse’a. Było to na głównej wyspie w Port Vila (1500 VUV od osoby). Wracając jeszcze do namiotu to w zależności od miejsca możemy go rozbić za darmo albo w okolicach „resortów”, zwykle za niewielką jak na ten kraj opłatą wynoszącą około 1000 watu czyli równowartość 10 € za namiot. Osobną historią był nasz pobyt na wyspie Ambae, gdzie zostaliśmy zaproszeni do rodziny i nocowaliśmy w jednym z ich domków. Jednakże wszędobylskie karaluchy sprawiły że wewnątrz domku również rozbiliśmy nasz namiot.

Podsumowując – jeśli zależy wam na niewielkich wydatkach to namiot na Vanuatu jest konieczny. Na każdej wyspie znajdują się guesthouse’y, gdzie można przenocować w cenie 1000-2500 VUV od osoby, jednak standard jest zupełnie nieadekwatny do tej ceny. Śpiąc w namiocie macie lepszą ochronę przed komarami, a sanitariaty zwykle są tak samo dostępne.

Kabina DHC-6 Twin Otter

Kabina DHC-6 Twin Otter

Szlaki

Nie istnieją, a przynajmniej my ich nie doświadczyliśmy. Poza ścieżkami doprowadzającymi do głównych atrakcji, reszta ścieżek nie jest oznakowana i jest… początkiem przygody. Wędrując z dobrym nastawieniem i szacunkiem wobec miejscowych możemy przejść dużo kilometrów. Na małych wyspach w niewielkich społecznościach nasza obecność nie ujdzie uwadze i być może zostaniemy przygarnięci, albo zaproponują nam przewodnika (1000 – 2000 vatu za dzień)

Jedzenie

Drogie. Jedząc chleb, zupki chińskie, sos pomidorowy, zbierając kokosy i zajadając inne owoce da się poważnie zbić koszty. Natomiast każdy przysmak będzie nas kosztował sporo. Byliśmy na to przygotowani, tak więc daliśmy radę. Idealnie byłoby gotować sobie lokalne warzywa, co może być dosyć uciążliwe. Nasze codzienne wyżywienie składało się z: kokosa, papai, chleba z masłem orzechowym, zupek chińskich. Gdy nocowaliśmy w gościnie to jedliśmy też lokalnie ugotowane obiady. Dobrze wspominamy też lokalny obiad na Epi, który zawierał owoce morza i nie był wcale kosztowny (około 1000 vatu).

Jeśli wybierasz się na Vanuatu i chciałbyś dowiedzieć się więcej – pisz śmiało, z przyjemnością odpowiem na Twoje pytania!