Posłuchaj Jawy! Żywot grajka autobusowego


Kolejnym ciekawym zjawiskiem spotykanym w Indonezyjskich autobusach i angkotach jest brak radia. Zapewne wynika on z ubóstwa, a dla nas oznaczał w miarę spokojną jazdę – oprócz ślimaczego tempa, ciasnoty i ciepła już nic więcej nam nie doskwierało. W zamian mieliśmy muzykę live, zwłaszcza przy wjeździe do miast. Grajek, albo cała grupa wyposażona w starusieńkie instrumenty (gitara z dziurami w pudle rezonansowym i tak dalej) wchodzili do autobusu i przez kilka-, kilkanaście minut grali i śpiewali. Później zbierali „co łaska”, wysiadali na światłach i czekali na następny autobus. Za którymś razem stwierdziliśmy, że ta muzyka nie jest zła, a w zasadzie jest na pewno lepsza niż to co wydobywa się z głośników w innych częściach świata. Gdy raz trafił się nam utalentowany grajek, Agnieszka wpadła na pomysł, żeby tę muzykę nagrać, a po kilkunastu dniach w Indonezji będziemy mieć już całą płytę!



Za każdym razem gdy muzykant wsiadał do autobusu, dawaliśmy mu kilka sekund,  patrzyliśmy na siebie porozumiewawczo i ogłaszaliśmy werdykt:

-Nagrywać? – pytała Agnieszka z dyktafonem w pogotowiu.

-Nagrywaj, nagrywaj!

Tak powstał mały zbiór. Nie zrobimy nim kariery niczym Branson, jakość nie jest imponująca i nie wszystkie piosenki muszą się podobać, ale zawsze będziemy mogli sobie przypomnieć jak to było, gdy za oknem czerniały wielkie sylwetki wulkanów, przed nami był wieczny korek, a my siedzieliśmy w jednym z pięcioosobowych rzędów jawajskiego autobusu. Utwory pogrupowałem pod względem „skoczności”, z kolei numeracja jest indonezyjska.

Centrum wioski w Jawie Zachodniej

Centrum wioski w Jawie Zachodniej

Na ubóstwo w Indonezji trafia się co krok. I oczywistym jest, że nie da się wesprzeć wszystkich żebrających, jak też nie da się w mgnieniu oka ocenić kto jest naprawdę potrzebujący. Jednak w kraju, gdzie klimat sprawia, że (podle bo podle) da się przeżyć śpiąc na ulicy i żywiąc się tanim nasi goreng, szczególnie trzeba docenić, tych, którzy za wszelką cenę starają się zmienić swój los. Tych, którzy na ulicy prowadzą swoje malutkie „biznesy”. W tym artykule mam na myśli grajków ulicznych, a raczej autobusowych. Zamiast siedzieć bezczynnie, jak zdaje się to robić naprawdę spora część społeczności, próbują zapracować na życie nierzadko prezentując ponadprzeciętne umiejętności wokalne. Dlatego też chętnie wspieraliśmy tych grajków paroma monetami. Osoba ulicznego muzykanta przykuwa moją szczególną uwagę odkąd zapoznałem się z twórczością jak i biografią Liao Yiwu.