Morawy Północne część druga | Severní Morava

-Po tym się będzie dobrze jechało –  starszy facet o niewyspanej minie, widząc, że wybrałem Kofolę zamierza przekonać mnie, abym jednak kupił piwo.

Hostinske vrchy. Wczesny poranek w krainie łagodnych wzgórz, rozległych pastwisk i uroczych domków, które pewnie trzydzieści lat temu były jeszcze bardziej urocze. Znów trafiłem w Morawy Północne. Co tym razem mnie tu przyciągnęło? Aragonit, Wołosi i Radegast.

Zbrasovske Aragonitove Jaskyne

Uroczy kurort, choć cierpiący nieco na zarazę komunistycznego budownictwa był wart odwiedzenia. Po obu stronach Bečvy rozciągały się tereny rekreacyjne, a po zachodniej widać było duży budynek uzdrowiska, uroczą kaplicę oraz parę ogólnodostępnych źródeł mineralnych. Wnikliwe oko dostrzeże ładny budynek mieszczący się w połowie zbocza. To wejście do jaskini.

DSC_0470

Wewnątrz można było poczuć się rzeczywiście jak we wnętrzu ziemi. Zamiast gładko wymytych przez wodę skał zobaczyliśmy ostre, zerodowane ściany. Na dodatek, jak to powinno być we wnętrzu ziemi, było całkiem ciepło bo 14 stopni. Nietypowo więc zwiedzanie w krótkim rękawie dawało przyjemne orzeźwienie, zwykle jest za zimno. To najcieplejsza czeska jaskinia. I obiekt dla zainteresowanych geologią. Jak wskazuje nazwa, forma węglanu wapnia tu występująca to nie powszechnie obecny kalcyt a aragonit. Występuje w formie nieznanych gdzie indziej nacieków. Kolorowe buły, filigranowe kryształy czy tak zwane ‚gejzery’ o kształcie maleńkich wulkanów pojawiają się na ścianach co chwila, aby przezswą powszechność nie znużyć. Jaskinia posiada ogromne sale, a niektóre części podziemi charakteryzują się zwiększoną zawartością dwutlenku węgla. Co pieczołowicie jest analizowane przez czujniki, które znajdują się przy trasie zwiedzania. Tak jak ultradźwiękowe mierniki przepływu nad głową oraz szkiełka mikroskopowe przyklejone do ścian. Może dziwić to naszpikowanie sprzętem, ale czy znacie jakąś inną jaskinę aragonitową, poza tą najsłynniejszą – Ochtinską? A jeśli chodzi o tę ostatnią to jej charakterystyczne formy byly też obecne w Czechach. Co prawda w jednym miejscu, ale za to ukazane w uroczy sposób – odbite w zwierciadle.

Hranica propast.

Po drugiej stronie rzeki, naprzeciw od Zbrasovskich Jaskýň, poprzetykane wapieniem zbocze kryje następną tajemnicę. Studnię krasową o nieznanej dotąd głębokości. Jak to możliwe? Wiekszość studni zalana jest wodą co daje niemal nieograniczone pole do popisu nurkom jaskiniowym ( swoją drogą speleolog po czesku to ‚jaskiniarz’). Dotychczas najgłębiej zanurkowano na ponad dwieście metrów (Polak), sonda natomiast zeszła poniżej 400 metrów w błękitną wodę. I nie dotknęła dna. Niestety dla zwykłego śmiertelnika dostępny jest spacer wokół siedemdziesięciometrowego zapadliska o eliptycznym kształcie. Buki śmiało zwisajace nad przepaścią zarzucają mnóstwo liści przez co lustra wody niemal nie widać.DSC_0514

Zielony kwiat.

To chyba jedyna roślina, która kwitnie w kolorze zielonym. Cieszynianka Wiosenna, bo o niej mowa, pojawia się w Polsce w dosyć skąpym wczesnowiosennym runie właśnie niedaleko Cieszyna. My napotkalismy ją w drodze do Hranickiej propasti. Jest to roślina chroniona.

W trasie. Hranice – Bystrice.

Ziemia nabierała coraz cieplejszych barw. Dzień kończył się, a ja jechałem wśród pejzażu zielonawych pól, tak rozległych,że stado saren bez obaw pożywiało się, gdy w międzyczasie obok jechał traktor. W dolinach między polami kryły się wsie. Stworzyłem nawet teorię (całkiem prawdopodobną), że to dla ochrony przed wiatrem, który zawsze towarzyszył mi przy wojażach rowerem po Czechach. I właśnie wśród tych pól porozrzucane przydrożne krzyże. Z jasnego piaskowca, ze złoconymi zdobieniami. Gdzieś we wsi widniała tablica „Drogą Bożych Mąk”. Tak dotarłem do miasteczka Bystřice pod Hostýnem, które zaciekawiło mnie aleją z platanami. Spieszyło mi się jednak do miejsca, skąd wzięła się nazwa miasta – Świętego Hostynia. Po drodze piaskowcowa, malowana kapliczka z XVII wieku. Wzgórze zwieńczone wieżą widokową, która de facto jest kaplicą oraz brzydką elektrownią wiatrową kryło jeszcze wspaniałą bazylikę, ukrytą za drzewami. Asfaltowy podjazd był całkiem przyjemny i dość szybko zdobyłem te trzysta metrów w pionie. Już zmierzchało, ale udało mi się jeszcze dostrzec ciekawe zabudowania, ściśle zlepione skupisko kramów. Miłe dla oka, sprawiające wrażenie małych domków dla pielgrzymów. W Bazylice są niedzielne msze święte w godzinach rannych (co osobiście zaliczam do osobliwości we współczesnych Czechach…)

Hostyńskie wierchy – koniec Beskidów.

Już tak bardzo na zachodzie, że aż dziw bierze, że jeszcze w Beskidach. Szczyt Skalny pokazywany na zdjęciach z 1901 roku jest łysym pagórkiem z charakterystyczną skałą na szczycie. Poszedłem na niego wspaniałą łąką. Skała wyposażona była w jakieś pięć punktów zjazdowych dla wspinaczy, a pod nią całkiem wygodne miejsce na biwak „pod chmurką”, choć niebo było całkiem pogodne. Jelenie dostrzeżone przeze mnie jeszcze u stóp góry postanowiły się powydzierać przez dobre pół godziny, tak więc pobyt na ruinach rzekomego grodu był uatrakcyjniony. Po chwili rozbłysły mocne światła w dolinie bo zrobiło się całkiem ciemno, a ja poszedłem spać.  Z rana czekała bardzo przyjemna trasa po łagodnych pagórkach Hostyńskich wierchów, choć zdarzały się bardziej strome kamieniste fragmenty zachęcające do zmiany pojazdu na rower górski. Wkrótce jednak zawitałem wśród trawiastych grzbietów okolicy przełęczy Trojak (578 m.n.p.m) i jechałem w dół, do Vsetina.

Stracony kadr, Bystricka.

Uroczy zbiornik o pięknej zielonej wodzie sprawił na mnie wrażenie całkiem niedostępnego, otoczonego zwartą zabudową ogródków działkowych. Nawet nie było jak wetknąć aparatu w kierunku przeglądającej się w wodzie koronię zapory. W miejscowości Velka Lhota z kolei mały drewniany, ze względu na kształt powiedziałbym – ewangelicki kościół.DSC_0540

Skansen Wołochów | Valašské muzeum v přírodě

Pozwolono mi, abym rower z sakwami schował za wejściem do skansenu. A właściwie jednej z trzech jego części – Drewnianego Miasteczka, dla mnie najciekawszej. Najstarszej, najoryginalniejszej. Znajdziemy tu ściągnięte z całej okolicy budowle. Część jest kopiami, część jest oryginalnie przeniesiona. Na przykład ze Sztramberka. Najbardziej spodobały mi się zdobienia w drewnie na ścianach budynków, oryginalne budynki z Rożnowskiego rynku wraz z pocztą (można stąd wysłać pocztówkę!) oraz skomplikowana bryła kościółka. Nie sposób wspomnieć o unikatowych Wołoskich ulach.

-A te malowane domki to też z Czech? – zapytałem miłego pana obsługującego skansen. Sprawiały wrażenie przeniesionych wprost z Cziczman.
-Czy one nie są ze Słowacji, z Cziczman? – dodałem
-Ano, z Cziczman – powiedział uśmiechnięty pan, a ja znowu poczułem, jak przyjemny był tamten wyjazd.
wpid-wp-1429367813836.jpeg

Cel – Pustevny.

Zawsze chciałem wyjechać na Radhost. Asfalt wiódł prosto w stronę gór. Po drodze minąłem młodych ludzi zbierających żółte kwiatki mniszka. Powiedzieli mi, że to na czaj. Dalej szosa prowadziła do schroniska Mir, a potem przez dziki las. Zbocza góry są strome, trasa początkowo też nie oszczędza mięśni. Po zdobyciu wysokości około 950 m.n.p.m byłem tuż pod wierzchołkiem, widziałem kościółek i antenę, ale trzeba było jeszcze strawersować parę kilometrów do przełęczy Pustevny, a potem na ten legendarny szczyt. Cóż z moich planów, gdy na trasie pojawił się śnieg. Początkowo płaty, potem coraz dłuższe, gdy musiałem zsiadać z roweru. Pomęczyłem się trochę, ale po rozmowie z rowerzystką, która powiedziała mi, że tych dróg się nie odśnieża, bo są to trasy biegowe – odpuściłem. Wszak jechałem od południa, a miałem zjeżdżać północną – zapewne teraz całkiem zasypaną trasą. Cóż, połowa kwietnia, nawet w, sprawiających wrażenie ciepłych, Czechach nie gwarantuje zdobycia góry. Widocznie padający w Wielkanoc śnieg i tu wystąpił w obfitości.

Informacje praktyczne:

O wszystkich atrakcjach sporo informacji można znaleźć w internecie. Polecam stronę skansenu i jaskiń. Do jaskiń można zadzwonić i upewnić się czy np. poza sezonem są otwarte. Polecam kartę ISIC, gwarantuje zniżki w skansenie i jaskini (co do zwykłej legitymacji studenckiej nie jestem pewien). Nawet do Cieszyna dojechałem na zniżkowym bilecie koleją (ale była rozbieżność – pani konduktor nie chciała uznać biletu, ale w końcu to zrobiła, zatem jest to obszar do zbadania)

Małe gejzery, charakterystyczne dla tej jaskini. Otrzymaliśmy obszerny opis w języku polskim do ręki, jednak zamiast czytać fotografowałem...Kolejne nietypowe formy krasowe.Tam w dole już nie ma zbyt wiele tlenu.Czujnik. W powietrzu jest 0,6% CO2.Lustro ukazujące wnętrze komina, gdzie znajduje się piękny aragonitowy naciek. Taki jak w Ochtinskiej Aragonitovej Jaskyni.Kryształy aragonitu.Tamtejszy strażnik podziemi.Hranicka propast.Sviaty Hostyn. Mozaika z MB Hostyńską.Sviaty Hostyn od wschodu.Hostynske vrchy.Ewangelicki kościół w drodze z Vsetina.Ach, Czechy!Drewniane Miasteczko.Typowe Wołoskie ule.Rzeźbiona w drewnie rynna.Wspaniały świetlisty ołtarz wykonany ze szkiełek.Wóz pogrzebowy.Detale wołoskich krzyży.C.K. PocztaCzeskie kopie Cziczmańskich cudów.