Pumamarca4 min read

Pumamarca

Minęło kilkadziesiąt godzin w okolicach Cusco i uznałem, że chcę zrobić coś mniej typowego, nie chcę podążać z rzeszą turystów do kolejnych – oczywiście, wspaniałych – zatłoczonych atrakcji. Jakimś cudem znalazłem w internecie mapę topograficzną okolic Cusco – i dostrzegłem niezwykle ciekawą, bo usianą w ruiny dolinę boczną od Ollantaytambo. Miejscowość leży u jej wylotu.

Przy targu w Ollantaytambo znalazłem taksówkarza, który zgodził się z nami przejechać te dziesięć kilometrów. Droga wiodła przez małe miejscowości, aż w końcu zaczęliśmy wspinać się na północno-wschodnie zbocze doliny. Droga wznosiła się coraz bardziej w przestworza. Obok nas piętrzyły się szare góry poprzecinane ścieżkami oraz małe, płaskie łączki w  istotnych strategicznie miejscach. Wyglądały jak miejsca po osadach, poza tym mapa mówiła, że znajdowały się tam stanowiska archeologiczne. Wspięliśmy się wreszcie całkiem wysoko, czułem, że już w zasadzie mogliśmy wysiąść z taksówki. Ale skoro taksówkarz nie oponował, pojechaliśmy dalej. Dopóki na mostku nie obsunęło się nam koło i nagłe „łup” zabrzmiało nam gdzieś pod nogami. Co prawda mostek to były dwie belki ustawione na szerokość kół samochodu a strumyk był z tych mniejszych, to jednak myślałem, że kierowca się zdenerwuje, a co najistotniejsze – jego auto będzie uszkodzone.

Nic takiego się nie stało, pogodnie rozeszliśmy się z naszym kierowcą i poszliśmy łąką na łagodne wzgórze, na którym były rozproszone ruiny. Gdy przeszedłem przez płot, chroniący ruiny przed trzodą wypasającą się na wzgórzach doznałem zachwytu. Mówią wieki i to właśnie do mnie! Mały placyk okolony budynkami ze śmiesznymi okienkami. I ten wszechobecny spokój. Obiegliśmy część budynków, resztę zwiedzania pozostawiliśmy na dzień następny. Zastanawiałem się czy ten pleciony sznurek wystający z gliny nad framugą jednego z pomieszczeń pochodzi z czasów Państwa Inków czy może z czasów niedawnej renowacji.

To była jedna z niezapomnianych nocy w Peru. Namioty mieliśmy rozbite wewnątrz jednego z kunsztownie, „przeciwwstrząsowo”, wybudowanych budynków. Przeciwwstrząsowo czyli z delikatnie nachylonymi ścianami bocznymi, ażeby terremotos  nie zniszczyły budynku. Tak jak w wielu innych inkaskich ruinach naszej budowli brakowało zasadniczo dachu. W kamiennych ścianach odbijało się echo naszych rozmów, a na zewnątrz szumiał tylko wiatr i panowała ciemność. Mrok,  gdy księżyc jest w nowiu i jest się w dosyć dzikim miejscu, bez świateł wielkich miast.

1311-001

Wcześnie rano u szczytu doliny bielił się lodowiec, a choć było już jasno, słońce miało problem się przedrzeć. Szliśmy w górę sporych jak się okazało ruin. Nie sposób było pominąć płaski kamień, może jakieś specjalne miejsce ofiar? W końcu wyszliśmy na grzbiet, za płot i ostatnie zabudowania. Po bardzo stromym zboczu prawie pionowo spływała woda w kanale. Inkaska inżynieria. Gdyby nie obmurowanie strumyka spadałby przecież jakąś depresją, a nie dokładnie krawędzią zbocza.Strumień spływał tuż przy końcu ruin, a następnie wzdłuż zachodnich murów, które z góry wyglądały jak zęby, tak jak w Sacsaywaman.

Spakowaliśmy nasze rzeczy i ruszyliśmy z powrotem do Ollanty. Nie drogą, a ścieżką wzdłuż zbocza. Zapytaliśmy o tę drogę miejscowych, wskazali nam i podprowadzili do widocznie niedawno postawionego drogowskazu, bo lśnił nowością. Pan powiedział, że spanie w namiocie jest tu niedozwolone, my więc przeprosiliśmy, bo nie wiedzieliśmy o tym. Ale bardziej chodziło o pieniądze – bo powiedział też, że restauracja ruin sporo kosztuje. Jako, że Pan nie był oficjalnym przedstawicielem jakiejś organizacji, nie zostawiliśmy żadnych soli, choć prosił o nie . Obawiam się, że to powolny koniec dzikiej i mało znanej Pumamarki. Peru, gdy upora się z przestępczością stanie się turystycznym rajem, który będzie naprawdę kosztowny. Sam zastanawiałem się, czy pisać ten artykuł…

Inne przygody