Tennengebirge na półtora dnia.5 min read

Tennengebirge to duży wapienny masyw górski wznoszący się na południe od Salzburga otoczony od południa i zachodu autostradą A10 biegnącą wzdłuż doliny rzeki Salzach. Góry mają bardzo charakterystyczną formę – nad dolinami sterczą strzeliste wapienne wierzchołki, a wewnątrz pasma znajduje się ogromne wapienne królestwo będące swojego rodzaju płaskowyżem przeoranym bezodpływowymi dolinami. Obecne są tu wszelkiego rodzaju zapadliska z dużą ilością zjawisk krasowych, z których najbardziej charakterystyczne są pionowe studnie jaskiniowe które można znaleźć niemal na szlaku, co jest ciekawym przeżyciem, gdyż kilkunastometrowe dziury można łatwo przeoczyć jednocześnie przechodząc w bliskim sąsiedztwie. Godny uwagi jest fakt, że jaskinie Tennengebirge były przedmiotem eksploracji polskich speleologów, a odkryta przez nich w 2003 roku Jack-Daniel’s-Höhle jest jedną z większych w Austrii.

Zamek Hochwerfen

Znając Austriackie ceny uznaliśmy, że zamek najlepiej oglądać z oddali, z drogi asfaltowej na parking pod Jaskinią Eisriesenwelt.

Jaskinia Eisriesenwelt

Choć trąci komercją to nie sposób ominąć jej na tej trasie! Ważna informacja jest taka, że bilety kupuje się przy parkingu, a 500 metrów wyżej przy jaskini chyba nie można tego zrobić – tak więc zaproponowana trasa po górach musi zacząć się na parkingu i prowadzić do jaskini!

Szlak Eisriesenwelt – Hochkogel 2281 – Ferrata A

Gdzie kończy się szlak z ubezpieczeniami, a zaczyna się via ferrata? Nie wiem. Natomiast ten szlak wpisuje się bardzo dobrze w to co ocenia się jako ferratę o trudności A. Szlak jest prosty, jakkolwiek eksponowany. Zdarzają się dłuższe odcinki bez linki stalowej, w terenie względnie bezpiecznym. Są dwie krótkie drabiny i jedno skalne zacięcie. Są one nietrudne i ubezpieczone. Sporo Austriaków nie zabiera ze sobą ekwipunku na ferraty i idzie w adidasach, ale to niekoniecznie mądre i zdarza się też na trudniejszych szlakach więc nie powinniśmy tym się sugerować. Na pewno warto mieć ze sobą kask, bo kamyki są realnym zagrożeniem. Po wyjściu na próg płaskowyżu natrafiamy na rozdroże, a niedaleko znajduje się chatka myśliwska z otwartym pokojem, w którym ze względu na wymiary można co najwyżej na siedząco przeczekać ulewę. Warte uwagi są zbiorniki na deszczówkę przy takich chatach – góry są absolutnie bezwodne!

Hochkogel 2281

Ten wysunięty nad doliną Salzach szczyt jest rzeczywiście bardzo widokowy i najlepiej z niego było widać Tiroler Kogel jako wielką wapienną masę. W okolicy rosną szarotki, pasą się kozice i znajduje się mnóstwo otworów studni jaskiniowych, częściowo wypełnionych starym śniegiem. W okolicy sporo bezwietrznych miejsc na tajny biwak. Tajny bo w Austrii raczej nie można.

 

Hochkogel – Leopold Happisch Haus

Dobry przykład jak wędrowanie w Tennengebirge może być żmudne. Bezkresny zdradliwy „płaskowyż” gdzie chodzi się po litej skale, a ścieżka z kamyków jest rzadką przyjemnością. Szczęśliwie skała ostra jak brzytwa zapewnia sporą przyczepność nawet po deszczu. W mniej więcej połowie drogi znajduje się odbicie na ładny szczyt Tiroler Kogel. My na niego nie wchodziliśmy więc szczegółów nie znam. Na koniec po sporym zejściu na wysokość 1900 m.n.p.m schodzimy do doliny Pitschenbergtal, gdzie znajduje się urocze schronisko, działające na zasadzie self service. Warto zarezerwować miejsce, gdy przyszliśmy (sobota) było jakieś jedno w pokoju, natomiast „Lager”, czyli duży pokój z materacami z miłą ceną (7E dla członków AV) był zamknięty. Dlatego też podążyliśmy dalej szlakiem i znaleźliśmy miłą polankę wśród kosówki gdzie spaliśmy pod chmurką, a dokładniej folią NRC, bo z chmurki padało.

Droga na Raucheck.

Po noclegu nasza trasa wiodła dalej ładną doliną pełną lejów krasowych. Wychodziliśmy, ażeby uzyskać wysokość wapiennej pustyni, którą opuściliśmy wczoraj. Po drodze minęliśmy kolejną chatę myśliwską (z wodą deszczową) i doszliśmy do przełęczy  Steinmandlscharte (2223) z której otwierał się co chwilę widok na wschodnią część masywu. Dalej kierowaliśmy się na południe granią* przez Streitmandl (2360) pod maleńkie schronisko Edelweisshutte i do rozdroża. Stamtąd na zachód około 40 minut na Raucheck 2430, najwyższy szczyt masywu, który zamiast widokami przywitał nas mgłą.

* grań czyli wapienny labirynt ze studniami krasowymi

Zejście Ferratą B, zwaną także Leiter czyli drabina

– nie ma problemu, na dole tylko jest dwudziestokilkumetrowa drabina, ale poza tym nie ma trudności – powiedział nam chyba gospodarz Edelweisshutte.
-lepiej się wepnijcie – powiedziała grupka młodych z ubranymi uprzężami i taśmami z karabinkiem

Przewodnik wspominał o ferracie o trudności B. Trochę za dużo powiedziane, bo sama trasa nie była za długa, ale z drugiej strony drabina na skalnej płycie robiła wrażenie. Zwłaszcza że po naszej prawej i lewej stronie wznosiły się wapienne szczyty, a my schodziliśmy coraz niżej lejkowatym piargiem, który robił się coraz bardziej stromy. Przed nami schodziła rodzinka nieskażona jakimkolwiek sprzętem górskim i dała radę. Szkoda tylko, że przy dużym ryzyku strącenia kamienia jak tu, nie byli przed tym zabezpieczeni i czekałem, aż znikną z mojego pola rażenia. A drabina sama w sobie była całkiem przyjemna.

Magia regla

Doświadczenie wyniesione ze Słowackich gór przypominało mi, że to zbyt piękne, aby droga do parkingu była cały czas taka szeroka i ubita. Stało się tak jak przewidywałem. Droga skończyła się, ścieżka wiła się po stromym terenie, co raz musieliśmy obchodzić naprawdę strome osuwiska a na koniec, choć dobrze widzieliśmy już asfalt na który schodziliśmy, czekało nas parę minut przedzierania się przez zarastający malinami szlak. Pod koniec wycieczki jednak człowiek staje się bardziej zrzędliwy…

Inne przygody